TTIP – państwa jak konsumenci…

25.07.2016

Negocjacje pomiędzy Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi, w sprawie Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP), oraz między UE a Kanadą (CETA) są utrzymywane w tajemnicy. Na szczęście, jak prawie zawsze w takich sytuacjach, zdarzają się wycieki. Holenderska organizacja Greenpeace ujawniła dokumenty negocjacyjne TTIP. (można je pobrać ze strony www.ttip-leaks.org).

TTIP

Z ujawnionych dokumentów jasno wynika, że TTIP może spowodować odrzucenie pewnych zasad dotyczących ochrony środowiska, może utrudnić chronienie klimatu i może szkodzić konsumentom. co gorsza – TTIP może być elementem większego planu, na który składają się dwie inne umowy – TPP i TISA. Prace nad wszystkimi umowami prowadzone są w tajemnicy.

TTIP może sprawić m.in., że w Europie zniesiona będzie zasada dopuszczania produktów na rynek po przeprowadzeniu odpowiednich badań. W USA jest tak, że można wpuścić na rynek niemal wszystko, a wycofanie produktu następuje po ustaleniu, że jest on szkodliwy. Jeśli w Europie wprowadzimy podobny system to może się okazać, że regulatorom krajowym trudno będzie podejmować środki zaradcze np. w sprawie kontrowersyjnych substancji czy GMO

Poza tym wszystko wskazuje na to, że korporacje będą miały możliwość uczestniczenia w procesach decyzyjnych już na bardzo wczesnym etapie. Nie chodzi więc tylko o to, że dzięki TTIP firmy będą mogły pozywać państwa (czego obawiano się w związku z tzw. ISDS). Zmiany w prawie mogą być generalnie intensywniej konsultowane z „przemysłem”, a to raczej nie będzie sprzyjać tworzeniu prawa przyjaznego dla pracowników, konsumentów czy środowiska naturalnego. Dla korporacji nie ma bowiem konsumentów czy pracowników, są tylko bariery w działalności.

Problem również w tym, że TTIP nie jest umową, ale jest „wzorcem umownym”. Tego typu dokumenty są wypracowywane przez grupę ekspertów-negocjatorów. Następnie są podsuwane do podpisania politykom, którzy reprezentują całe społeczeństwa. Wielu z tych polityków zachowuje się dokładnie tak, jak przeciętny konsument wchodzący do salonu operatora, albo do banku. Konsument nie czyta umowy, ale wie, że musi ją podpisać. Konsument wie tyle, że podpisanie papierka jest formalną koniecznością by dostać upragnioną usługę. Dopiero później okazuje się, że przewidziane warunki były surowsze niż się wydawało. Podobnie jest z wieloma czołowymi politykami nastawionymi na podpisanie TTIP. Oni wiedzą tylko, że poprzez podpisanie umowy mają coś dostać – wzrost gospodarczy, lepsze traktowanie na arenie międzynarodowej itd. To są „usługi” obiecane w ramach pakietu TTIP. Niestety politycy nie czytają umowy i nawet nie mogą tego zrobić, bo warunki nie zostały jeszcze wypracowane. Nawet gdy będą wypracowane, będą zapisane w trudnym prawniczym tekście w języku obcym. Analizy takich tekstów zajmują prawdziwym ekspertom wiele miesięcy, a i tak różne zespoły ekspertów mogą dochodzić do różnych wniosków. Czy premier Beata Szydło przeczyta umowę TTIP i będzie w stanie ją zrozumieć? Czy wicepremier Morawiecki już zna każdy paragraf tej nieistniejącej umowy, skoro chce podpisania jej mocnej wersji? Nawet gdyby czołowi politycy faktycznie przeczytali TTIP (co raczej nie nastąpi) to nadal pozostaje jeden istotny problem – nie mogą oni zmienić żadnego postanowienia, bo to jest wzorzec umowny. Mogą tylko podpisać przedstawiony papier, zgadzając się na wszystkie jego wady w zamian za obiecane korzyści. Politycy podpisujący TTIP nie będą współtwórcami tego porozumienia. Społeczeństwa obarczone kosztami TTIP nie będą współtwórcami tego porozumienia. To jest naczelny problem TTIP. Umowa zostanie przygotowana przez mega-prawników i mega-speców od zysków korporacji, a państwa mogą ją podpisać niczym mega-konsumenci. 

Skoro negocjacje TTIP musza być tajne, niech sobie będą. Potem jednak wypracowany tekst powinien być konsultowany ze społeczeństwem i powinien być modyfikowany w oparciu o te konsultacje. Ponieważ taki tekst może być obszerny, konsultacje powinny być długotrwałe. Tekst powinien być wynikiem pracy negocjatorów oraz modyfikacji dokonanych po konsultacji ze społeczeństwami. Obecnie TTIP ma być tylko wzorcem umownym, a politycy popierający to porozumienie są niczym najgłupsi konsumenci. Są gotowi podpisać tekst, którego nawet nie znają. Wiedzą, że chcą mieć jakąś umowę, ale nie pytają o szczegółowe warunki.

Kukiz’15 jako jedyne ugrupowanie sejmowe sprzeciwia się TTIP oraz CETA – W uchwale wzywa rząd do zajęcia stanowiska respektującego podmiotowość Państwa Polskiego w kontekście umów TTIP (traktat negocjowany pomiędzy UE a USA) oraz CETA (traktat negocjowany pomiędzy UE a Kanadą). Po raz kolejny pokazuje, że dobro obywateli i państwa stawia na pierwszym miejscu.

O TTIP

W przeciwieństwie do PiS-u oraz PO otwarcie popierających umowy TTIP i CETA (chociaż umów jeszcze nie ma i nie wiadomo co będą ostatecznie zawierały), Kukiz’15 wykazuje się rozsądkiem i chce najpierw poznać szczegóły oraz konsekwencje proponowanych rozwiązań a ewentualną decyzję w sprawie przyjęcia tychże umów najlepiej oddać w ręce obywateli. Projekt uchwały Kukiz’15 mówi, że zgodnie z konstytucją umowy te powinny zostać przyjęte przez Sejm i Senat większością 2/3 głosów przy obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów i senatorów lub w referendum ogólnokrajowym. Według nich UE negocjuje te umowy z pogwałceniem standardów ustanawianych przez swoich przedstawicieli – w sposób niejawny i nieprzejrzysty. 

W Holandii na przykład – ponad 100 tys. obywateli podpisało już petycję o referendum w sprawie TTIP. U nas Morawiecki powiedział, że popiera bo to przyniesie korzyści Polsce i mamy mu uwierzyć na słowo…

#PotrafiszPolsko! się przeciwstawić?

źródła: „Gazeta Prawna”, „Dziennik Internautów”, „Facebook”, „Youtube”