Afera taśmowa a „prywatyzacja” wg PO

Tzw. „afera taśmowa”, która wybuchła ponad rok temu zatacza coraz szersze kręgi. Dzisiaj ujawnione zostały nowe fragmenty nagrań. Fakty w nich przedstawione świadczą o głębokiej patologii szerzącej się na najwyższych stanowiskach w naszym państwie. Bohaterami najnowszych taśm są nieżyjący już oligarcha Jan Kulczyk oraz były minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski. Na innym nagraniu słyszymy rozmowę Kulczyka z szefem Najwyższej Izby Kontroli Krzysztofem Kwiatkowskim a dyskusja dotyczyła m.in. włączenia ukraińskiej energetyki do Unii Europejskiej czy prywatyzacji Ciechu. Te rozmowy świadczą o tym, że biznesmen Jan Kulczyk jak pionki na szachownicy rozstawiał ministrów, członków rządu najpierw Donalda Tuska, a później Ewy Kopacz…

taśmy 2

Ujawnienie tych nagrań jak również fakt, że nie tak dawno CBA przeszukało siedziby MSP i GPW w związku ze śledztwem dotyczącym prywatyzacji Ciechu skłoniło mnie do bliższego zapoznania się z aspektami tejże prywatyzacji.

taśmy 1

Walka o przejęcie Ciech rozpoczęła się w marcu 2014 roku. Trwała kilka miesięcy, budziła wiele emocji a ostatecznie skończyła się w prokuraturze. Jak pokazuje historia, to nie pierwsza i pewnie nie ostatnia prywatyzacja, która zatacza szerokie kręgi od polityków, urzędników, poprzez tajne służby i chęć przejęcia kontroli nad spółką przez Rosjan,

Przyjmowanie zapisów na sprzedaż akcji Grupy Ciech rozpoczęło się w marcu 2014 roku. Wezwanie ogłosiła wchodząca w skład grupy Kulczyk Investment spółka KI Chemistry. Firma najbogatszego Polaka wezwała do sprzedaży ponad 34,78 mln akcji Ciechu. W sumie chciała skupić 66 proc. kapitału spółki. Ministerstwo Skarbu Państwa z zadowoleniem przyjęło tą informację. Skarb Państwa posiadał ponad 20,4 mln akcji, czyli 38,72 proc. udziałów w kapitale zakładowym spółki. Kulczyk Investment oferowała 31 złotych za akcję. Chociaż cena wyrównywała jedynie wycenę giełdową spółki to ówczesny minister skarbu Włodzimierz Karpiński stwierdził, że cena 31 zł „nie jest zła”. Ostatecznie KI Chemistry kupiła w wezwaniu ponad 26,95 mln akcji Ciechu. Oznaczało to, że firma najbogatszego Polaka, stała się właścicielem ponad 51,1 proc. akcji chemicznej spółki…

Od kwietni br. Prokuratura Apelacyjna w Warszawie prowadzi śledztwo dotyczące możliwych nieprawidłowości przy prywatyzacji Ciechu. A dokładnie – prowadzone jest w sprawie:

„niedopełnienia ciążących obowiązków i nadużycia udzielonych uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez osoby zobowiązane do zajmowania się sprawami majątkowymi Skarbu Państwa w związku ze zbyciem przez SP w odpowiedzi na publiczne wezwanie KI Chemistry z grupy Kulczyk Investment 37,9 proc. akcji Ciech SA za kwotę nie mniejszą niż 619 mln zł, czym wyrządzono państwu szkodę majątkową w wielkich rozmiarach”

Za taki czyn grozi kara do 10 lat więzienia. W ramach wszczętego śledztwa badana jest też możliwość przyjęcia przez osobę pełniącą funkcję publiczną korzyści majątkowej i udzielenia takiej korzyści przez drugą stronę oraz możliwość prania pieniędzy. Skarb Państwa sprzedał w niekorzystny sposób akcje spółki Ciech, narażając się na utratę kilkudziesięciu milionów złotych. Z informacji zawartych w wewnętrznej bazie CBA – systemu meldunków operacyjnych – oraz z korespondencji, jaką z funkcjonariuszami CBA prowadził biznesmen Marek Falenta (jeden z czterech oskarżonych w tzw. aferze taśmowej) jak również z opublikowanych nagrań jasno wynika, że w sprawie prywatyzacji Ciechu toczyły się zakulisowe „negocjacje” z wiceministrem Skarbu Państwa Rafałem Baniakiem (oczywiście wszystkiemu zaprzecza). Z nagrań wynika również, że w sposób bezpardonowy pozbyto się innych oferentów chcących przejąć Ciech, którzy mogliby np zaoferować wyższą cenę. Na nagraniach słychać wyraźnie jak „nieoficjalnie” ustalano cenę (31 zł. za akcję) za którą SP miało pozbyć się swojego pakietu akcji Ciechu (faktycznie za tyle zostały akcje przejęte przez Kulczyka).

CBA na polecenie prokuratury zabezpieczyła dokumentację w MSP i na GPW. Obecny prezes GPW  Paweł Tamborski nadzorował prywatyzację Ciechu w MSP gdzie pełnił funkcję wiceministra, prokuratura bada jego rolę w prywatyzacji Ciech S.A. Co z tego śledztwa wyniknie i czy w ogóle przekonamy się z czasem… 

Tak właśnie wygląda ta nasza „prywatyzacja” – afery, przekręty, śledztwa i straty grubych miliardów przez „nieudolność” najłagodniej mówiąc naszej „miłościwie nam panującej” przez ostatnie lata koalicji PO-PSL. Przykłady podobne do Ciech S.A. można by mnożyć – wystarczy wspomnieć jednak o PZL Świdnik – na który w każdym normalnym kraju rząd chuchał by i dmuchał – jednak Polska pod rządami PO-PSL do normalnych raczej nie należała. PZL Świdnik został sprzedany za nieco ponad 300 milionów złotych (tyle, ile kosztuje JEDEN śmigłowiec AW-101 produkowany przez nowego właściciela Augustę - Westland). W tym samym czasie UTC podjął w Mielcu montaż (nie produkcję!) śmigłowców Black Hawks. Po co to wszystko? Otóż rząd szykował się do ogłoszenia nowego przetargu stulecia. MON chciało nabyć 51 nowych śmigłowców za, bagatela, 10 miliardów złotych. Rozumiecie zamysł specjalistów z rzadu Tuska? – Za „pięć dwunasta” sprzedaje się polskie firmy lotnicze (PiS zrobił tan sam manewr w PZL Mielec), by ich nowi właściciele stali się murowanymi faworytami w przetargu! W wypadku wygranej Sikorsky’ego czy AW każda z tych firm umieści offset w swojej fabryce w Polsce, czyli będzie płacić i transferować technologie sama do siebie…

Najogólniej rzecz ujmując proces prywatyzacji w Polsce od samego początku nie przebiegał w sposób przejrzysty. Działy się dziwne rzeczy. Zawsze można było np. wycenić przejmowane przedsiębiorstwo w taki sposób, że ci co to przedsiębiorstwo kupują, płacą bardzo mało. Można było też zarobić na wiedzy, że przedsiębiorstwo, które jest warte bardzo mało w momencie sprzedaży, będzie warte o wiele więcej w krótkiej  perspektywie czasowej. Można też było kupić przedsiębiorstwo za pieniądze tego przedsiębiorstwa albo za kredyt pod zastaw majątku tego przedsiębiorstwa lub części akcji, itd. Największym błędem prywatyzacji było to, co stało się w sektorze bankowym. Zbyt dużą część sektora bankowego sprzedaliśmy inwestorom zagranicznym. Należało pilnować, by udział podmiotów zagranicznych nie przekroczył np. połowy wartości aktywów sektora bankowego. Teraz sięga 80% i widać jakie problemy się z tym wiążą.

Pytanie, czy można było działać inaczej? Przyjeżdżali do nas „oświeceni” doradcy z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, np. Jeffrey Sachs i inne „oświecone” osoby i mówili, że tylko tak trzeba to robić, bo tak jest najlepiej. Okazało się, że nie mieli racji (a może taki był ich oraz naszych rządów zamysł). Cały program masowej prywatyzacji okazał się niewypałem. Cały program NFI był jednym wielkim nieporozumieniem. Należało prywatyzować wolniej utrzymując duży udział państwa, zapraszać inwestora zagranicznego z udziałem mniejszościowym i od niego się uczyć. Firma nabrałaby wartości, a ponieważ państwo miałoby w niej duży udział, to bogaciłoby się też społeczeństwo. Potem można byłoby firmę sprzedać z dużo większym zyskiem…

Każda z ekip rządzących Polską dołożyła swoją cegiełkę do dewastacji przemysłu a przemysłu zaawansowanych technologii w szczególności. Przemysłu, którego Polsce bardzo dziś brakuje. Według Eurostatu w przeliczeniu na milion mieszkańców notuje się u nas 3,5 aplikacji patentowej do EPO, podczas gdy w Niemczech – 280,5. Co więcej Niemcom zaliczana jest średnio co druga aplikacja, a nam co czwarta. Brak własnej technologii musi zaciążyć na perspektywach dalszego rozwoju naszego kraju niestety…

Na koniec powróćmy jeszcze raz do „afery taśmowej” – Najgorsze w niej jest to, że cokolwiek się na tych taśmach znalazło lub jeszcze się znajdzie – Nie będzie mogło być wykorzystane do rozliczenia ludzi na nich nagranych – niedawno wprowadzono ustawę, że materiały i nagrania „zdobyte nielegalnie” nie mogą stanowić dowodu… Tak więc ścigać będzie się nagrywających a nagranym „włos z głowy nie spadnie”… W normalnym kraju za jedną dziesiątą tego co ujawniły „taśmy” poleciałyby nie tylko poszczególne osoby ale cały rząd….